Trwa światowa kampania 16 dni akcji przeciwko przemocy. Rozpoczęła się 25 listopada, w Międzynarodowym Dniu Eliminacji Przemocy wobec Kobiet, a kończy 10 grudnia, w Międzynarodowym Dniu Praw Człowieka, dla zaznaczenia, że przemoc wobec kobiet jest naruszeniem praw człowieka. Jej tegorocznym hasłem jest „Zrozum przyczyny, wyprzedź problemy, wdrażaj działania”.
Jest już w Polsce wiele narzędzi prawnych z ustawą z 2005 r., nowelizowaną w 2023 o przemocy domowej, jest też wiele lokalnych programów, które dają szanse na realizację tego hasła, choć brak wystarczających funduszy to w rzeczywistości ogranicza. Debatowanie o przemocy domowej stało się trendy, zwłaszcza po poruszającym opinię publiczną filmie W. Smarzowskiego „Dom dobry”. Widz wychodzący z kina na pewno znajduje w swoim kręgu znajomych z pracy, osiedla, bloku podobną historię, ot, zdarza się w życiu, w literaturze, filmach, teledyskach, grach komputerowych…
Dla Anki taki „Dom dobry” ma jednak swój kontekst – jej dzieciństwo, dojrzewanie, młodość, konkretny adres i znajome twarze. Była średnim dzieckiem w tradycyjnej, polskiej, chłopskiej, katolickiej rodzinie. Trudnej rodzinie, ojciec pił i bił. W końcu ich zostawił. Nie godziła się na niedowartościowaną rolę dziewczyny. Zrobiła maturę i zamierzała pójść na studia pedagogiczne, ale usłyszała, że nikt jej nie pomoże i nie wesprze, co najwyżej może liczyć na wesele…
MAŁŻEŃSTWO I MODELOWA RODZINA
Miała dopiero 19 lat, ale małżeństwo, obietnice czułego partnera o stworzeniu rodziny, słowa, których nie słyszała w rodzinnym domu – że jest ważna, potrzebna wydawały się szansą na ciekawe życie. Początkowo tak to wyglądało i było prawdziwe wiejskie wesele. Anka podjęła studia zaocznie. Rozpoczęła pracę urzędniczki, potem wychowawczyni w przedszkolu. Ale mąż coraz częściej pił i alkohol stawał się przyczyną nieustannej krytyki jej zachowań, pretensji, oskarżeń. – Od znajomych słyszałam uwagi, że przecież wypił tylko kieliszek i się świetnie bawi, dlaczego to ja jestem wściekła? – wspomina. A przecież znęcanie się psychiczne boli tak samo jak fizyczne, a może jeszcze bardziej! – Pił coraz więcej.
– Rodziły się dzieci, zajmowałam się domem, pracowałam dodatkowo, on był wymagający, a ja robiłam co mi kazał. Początkowy czar małżonka zamieniał się w agresję i psychologiczną wojnę, Próbowałam mu pomóc, namawiałam na leczenie. Usłyszałam, że prędzej ja skończę w świeckim psychiatryku jako wariatka, niż on pójdzie się leczyć. Czasem pijany nie potrafił dojść do domu, a wszelkie uwagi prowadziły do agresji.
Mimo niełatwych warunków życia Anka kontynuowała studia, kiedy rodziło się trzecie dziecko – kończyła kurs na prawo jazdy. To budowało jej siłę. Spotykała też na swojej drodze ludzi, którzy ją wspierali i tak mijały lata.

NIEBIESKA KARTA ZA ŻARTY?
– Czarę goryczy przelała sytuacja, kiedy mąż w alkoholowym amoku wszedł do pokoju z nożem w ręce. Nie zapomnę zesztywniałej tym widokiem mojej starszej córki, drugie małe dziecko bawiło się na podłodze…, nie na taki widok zasłużyły dzieciaki! Strach, wiedziałam, żeby się nie bać, ale strach jest taką siłą, taką liną, która wiąże wszystko – ręce, nogi, serce, umysł… Ja się bałam całe dzieciństwo. Wtedy krzyczałam, nie pamiętam już co mnie uratowało. Postanowiłam wezwać policję. Chyba za czwartym razem się dodzwoniłam. Tymczasem on wyszedł z domu i potem tłumaczył, że to był żart.
Wezwana na policję, rozmawiałam z kobietą psycholog (mam szczęście do dobrych ludzi). Poprosiła, bym opisała całą sytuację. A ja pisałam sobie pamiętnik, robiąc zapiski w kalendarzach, takich książkowych wykorzystanych w pracy. I nikt do nich nie zaglądał. Więc kiedy miałam opisać wszystko, sięgnęłam po te dokładne zapiski z 10 lat. Potem kiedyś postanowiłam spalić te kalendarze, chcąc wymazać, wyrzucić z siebie okrutne wspomnienia.
Mąż Anki został skazany, najpierw w zawieszeniu, w nadziei, że wykorzysta szansę na poprawę. Tymczasem przeprowadzona rozdzielność majątkowa ujawniła długi, jakie Anka musi ponieść. Poprawy sytuacji nie było. Mąż wezwany na badania do zakładu leczenia uzależnień – pojechał pijany, co sprawiło, że cofnięto zawieszenie i miał odsiedzieć rok w więzieniu za znęcanie się nad rodziną.
WYRZUCIŁAM JEGO RZECZY PRZEZ OKNO
– W tzw. międzyczasie przeprowadziliśmy rozwód, były tylko dwie rozprawy. Oczywiście, kiedy przyjechał z więzienia kłamał jak z nut, a sąd złagodził wyrok. Któregoś dnia pojawił się, oczywiście pijany i oświadczył, że wrócił do domu!
Nie wiem skąd wzięłam w sobie tyle siły, że wyrzuciłam jego rzeczy przez okno. Wypchnęłam go po prostu za drzwi. Czy to było łatwe? Nie było! Ale dzieci stały obok, a to było dla nich realne zagrożenie. Powiedziałam sobie, że nie dopuszczę do tego, by bił dzieci, jak mój ojciec. Raz syn stanął w mojej obronie. Złapał go za rękę i wtedy zrozumiał chyba, że już sobie z nami nie poradzi.
RZEMOC KOPIUJE SIĘ W POKOLENIACH
Anka ma dziś 60 lat. W jej wspomnieniach pojawiają się trudne chwile, kiedy wychowywała sama dzieci, krok po kroku odbudowywała swoją tożsamość wyszarpniętą spod władzy przemocowca, wyszła z jego cienia i odzyskiwała swoją siłę.
Nie wygrała walki o życiowego partnera i ojca swych dzieci, ale sensem swego życia uczyniła walkę o siebie i o dzieci właśnie. Obawiała się bardzo „wdrukowania” w ich psychiki (przenoszonego w kolejne pokolenie) mechanizmu radzenia sobie z traumą i stresem, poprzez wchodzenie w dom przemocy, albo usprawiedliwianie oprawcy. Takie mimowolne powielanie zachowań z domu. Dzieciom – świadkom traumatycznych scen przemocy trudno zniwelować to piętno. Anka zadbała o terapie dla wszystkich, także dla siebie, bo kiedy jest się pod ścianą i trudno znaleźć wyjście… Trwało to długo, największe szanse na uratowanie od skazy miała najmłodsza córka.

DZIAŁALNOŚĆ SPOŁECZNA LECZY
Nie można rozpamiętywać ocen moralnych, zwłaszcza, że niektórych nie da się zmienić, a rodzinę czy sąsiadów przekonać do swoich racji. Liczy się tradycja i norma. Kobieta to kobieta, podrzędna, stworzona do cierpienia i koniec! Szczególnie trudno, kiedy pustka w domu i długie wieczory, ciemne płachty pól i majaczące gałęzie drzew w ogrodzie. Jak odreagować, czy to w ogóle możliwe?
Anka odważyła się kandydować na gminną radną i jej oferta aktywności została przyjęta. Działała w Kole Gospodyń Wiejskich. Potem syn przyszedł z namową, by poprowadziła ich gminną Ochotniczą Straz Pożarną, bo tam też piją i tylko ona może zrobić z tym porządek. Okazało się, że silna kobieta jest jak najbardziej do zaakceptowania. Ślubowała, całując sztandar OSP, że dołoży starań…
Kiedy dołączyła do partii lewicy, stając się jedną z jej liderek, prosto już było do rzecznictwa kobiet w różnych ich strukturach i inicjatywach. Z pietyzmem przechowuje fotografię z sal Pałacu Prezydenckiego w stolicy, gdzie uczestniczyła w promocji działań na rzecz praw kobiet w Polsce.
Anka stała się osobą z autorytetem i dużą dozą zaufania. Przychodzą do niej ludzie z własnymi traumami i kryzysami życiowymi i pytają skąd brać siły? Nie tylko kobiety. Ofiarami przemocy są także mężczyźni. Właśnie przywołuje przykład z niedawna, kiedy pomagała dwóm ojcom odzyskać dzieci…
POTRZEBA NAM FEMINISTEK
Anka sama nie wie, czy funkcjonujące w otoczeniu określanie jej jako feministki (z różnymi przymiotnikami) – to chwała czy niechlubna ocena. Rozwód był w 2006 r., nie było wtedy takiej świadomości praw kobiet ani potępiania przemocy. Teraz jest trochę lepiej i młodsze pokolenia bardziej akceptują ambicje kobiet do nauki, rozwoju, robienia kariery zawodowej.
Anka od roku kieruje dużą wojewódzką instytucją, pracuje z młodzieżą w różnych kryzysach, pomaga wrócić do społeczeństwa, zdobyć zawód, znaleźć pracę. Klienci i współpracownicy widzą ją uśmiechniętą na co dzień, ale i pewną siebie, charyzmatyczną, ale i sprawiedliwą w ocenach, empatyczną i komunikatywną…
Kiedy pytam, dlaczego zdecydowała się opowiedzieć swoją historię, w odpowiedzi słyszę, że jest to winna innym kobietom, żeby wiedziały, że też mogą zawalczyć o swoje rodziny i siebie, uwolnić się od stereotypu dopuszczalnej i tolerowanej przemocy. Jest już wiele instytucji i organizacji, które pomagają i wspierają ofiary przemocy. Jest to ważne tym bardziej, że jak podaje UN Women 2024 – Skala i brutalność przemocy rośnie – zarówno w związku z konfliktami zbrojnymi, jak i nowymi technologiami, sztuczną inteligencją i Internetem, które wzmacniają stare struktury przemocy.
Na optymistyczne zakończenie dodam historię dr Mary Walker, będącą jedyną kobietą, która kiedykolwiek otrzymała Medal Honoru za odwagę i poświęcenie w 1865 r. Rząd USA próbował jej go odebrać, bo przecież była kobietą. Kazała im iść do diabła – nie słowami, ale każdym czynem, jaki podejmowała przez resztę życia. Ratowała i leczyła ludzi, walczyła o wolność i równe prawa kobiet. Mimo prześladowań Medal Honoru nosiła codziennie aż do śmierci, przypięty do garnituru, na targu, na konferencjach – wszędzie.
Mamy dobre przykłady do naśladowania!
*Imię bohaterki zmieniono dla potrzeb tej publikacji
*fot. freepik.com
Nina Michalak
29 listopada 2025 r.

















